Sztuka w hotelach i wnętrzach premium to dziś już standard?
Tak, zdecydowanie. Właściwie nie ma dziś wnętrz biurowych czy hotelowych, które aspirują do miana prestiżowych i jednocześnie mogłyby obyć się bez sztuki. Stała się ona czymś absolutnie naturalnym dla inwestorów, którzy chcą przyciągnąć wymagających gości i budować wyrazisty wizerunek miejsca. Sztuka nie pełni już wyłącznie funkcji dekoracyjnej. Nadaje przestrzeni charakter, podnosi jej rangę i wpływa na emocje odbiorcy. Dlatego pojawia się nie tylko w hotelach luksusowych, ale również w obiektach niższej kategorii. Tam przyjmuje zwykle prostsze formy, jak grafiki czy akwarele, ale sama jej obecność pozostaje znacząca.
Co tak naprawdę wymusiło ten trend?
Rynek. Tych miejsc jest bardzo dużo, więc muszą czymś przyciągać. Do tego dochodzą media społecznościowe, które bardzo mocno zmieniły sposób promowania hoteli i galerii. Dziś nie wystarczy powiedzieć, że gdzieś jest ładnie. Trzeba pokazać, że to miejsce ma coś wyjątkowego, coś, czego nie mają inni. To może być sztuka, ale też atmosfera, detal, sposób podania, materiał, światło. Wszystko to składa się na doświadczenie. Bo basen i saunę może mieć dziś prawie każdy hotel. Pytanie brzmi: jakie one są i co jeszcze sprawia, że chce się tam wrócić.
Czyli sztuka stała się częścią strategii marki?
Tak, i to bardzo wyraźnie. Dziś hotel nie konkuruje już tylko standardem, ale pomysłem na doświadczenie. Gość chce poczuć, że trafił do miejsca dopracowanego, pięknego, zapamiętywalnego. Chce mieć coś, co go zaskoczy. Pamiętam hotel, w którym w pokoju czekała mata do ćwiczeń, płyty winylowe i gramofon. To nie było dzieło sztuki w ścisłym sensie, ale pokazywało, jak bardzo obiekty prześcigają się dziś w tworzeniu nieoczywistych doświadczeń. Sztuka działa w tym samym obszarze – buduje atmosferę i daje coś, co zostaje z człowiekiem.
Kiedy mówimy o sztuce, mamy na myśli przede wszystkim wasze instalacje szklane?
Tak, ale nie tylko. Oczywiście instalacje szklane są dla nas najważniejsze, ale tworzymy też płaskorzeźby, obrazy, a nawet formy półużytkowe, jak lustroobrazy. To są obiekty, które spełniają konkretną funkcję, ale jednocześnie pozostają dziełem sztuki. To nie jest zwykłe lustro w zwykłej ramie. To lustro o indywidualnym kształcie, dopełnione szkłem artystycznym, które sprawia, że obiekt staje się czymś więcej niż użytkowym przedmiotem. Staje się częścią opowieści o wnętrzu.
Na czym polega wyjątkowość waszego podejścia?
Od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy iść w stronę marketu z designerskimi przedmiotami. Nas interesuje szycie na miarę. Tworzenie rzeczy indywidualnych, przeznaczonych do konkretnej przestrzeni. Wynika to także z samej technologii. W pracy ze szkłem bardzo duży udział mają ręce artysty, dlatego każda realizacja jest inna. Nawet jeśli różnice są subtelne, to one zawsze istnieją. Szkło inaczej się rozleje, forma ułoży się trochę inaczej, coś delikatnie się zmieni. Dotyczy to również elementów, które z pozoru wydają się powtarzalne. W żyrandolu nie ma dwóch identycznych części. I myślę, że właśnie to klienci bardzo doceniają, bo mają poczucie, że dostają coś unikatowego. Ktoś może mieć coś podobnego, ale nigdy identycznego.
Dlaczego tożsamość miejsca jest dziś tak ważna?
Bo ludzie wracają do miejsc, w których dobrze się czują. Nie jesteśmy stworzeni do surowych wnętrz. Szukamy ciepła, przytulności, ukojenia. Otaczanie się pięknymi przedmiotami bardzo mocno wpływa na nasze samopoczucie. Tożsamość miejsca polega właśnie na tym, że przestrzeń staje się rozpoznawalna, jedyna, niepowtarzalna. I jeśli sztuka jest dobrze dobrana, to nie tylko zdobi wnętrze, ale realnie tę tożsamość buduje.
Kiedy dzieło sztuki zaczyna rzeczywiście zmieniać sposób odbierania architektury?
Najlepiej wtedy, kiedy pojawia się już na etapie koncepcji. Jeśli architekt od początku zakłada, że w danym wnętrzu będzie instalacja, można wspólnie myśleć o całej przestrzeni i dużo lepiej przygotować ją na obecność dzieła. Oczywiście bardzo często jest tak, że artysta dołącza później, kiedy wnętrze już istnieje. To też może działać, tylko wtedy współpraca wygląda inaczej. Rozmawiamy o stylu miejsca, o funkcji, o tym, co ma dominować, i szukamy takich rozwiązań, żeby sztuka grała z architekturą, a nie z nią konkurowała. Jeśli to się uda, dzieło staje się czymś więcej niż dodatkiem. Staje się częścią narracji miejsca. Czasem wręcz buduje pierwsze wrażenie. To jest ten moment, kiedy pojawia się efekt „wow”.
Co szkło potrafi opowiedzieć o przestrzeni inaczej niż inne materiały?
Szkło ma tę niezwykłą cechę, że jest transparentne i świetnie współpracuje ze światłem. Jeśli w przestrzeni pojawia się światło dzienne, a do tego dochodzi światło sztuczne, można z nim zrobić naprawdę bardzo dużo. O każdej porze dnia i roku będzie pracowało inaczej. Jeśli refleksy odbijające się od szkła trafiają na ścianę albo posadzkę, zaczynają tworzyć dodatkowy rysunek światła i cienia. Mieliśmy taki efekt w Dubaju, gdzie światło przechodzące przez szklaną kopułę tworzyło na podłodze dynamiczny obraz, który jeszcze poruszał się pod wpływem ruchu powietrza. Żaden inny materiał nie daje takiego efektu. Może przyjąć światło, ale nie przepuszcza go i nie transformuje w ten sam sposób. Jeśli szkło jest dodatkowo kolorowe, potrafi rozszczepiać światło niemal jak pryzmat. Pojawia się wtedy efekt tęczy, kalejdoskopu, barwnych refleksów. I właśnie to daje mu ogromną przewagę nad innymi materiałami.
Jaką rolę odgrywa w tym wszystkim światło?
Podwójną: ekspozycyjną i narracyjną. Z jednej strony musi dobrze pokazać obiekt, a z drugiej buduje nastrój i opowieść o wnętrzu. Współczesne technologie pozwalają dziś tworzyć wręcz scenografie świetlne. Widać to było świetnie choćby podczas Art Show. Odpowiednio dobrane projektory czy oświetlenie sceniczne pozwalają stworzyć zupełnie inny klimat wieczorem niż rano. Dzięki temu gość doświadcza tej samej przestrzeni na różne sposoby.
Jak powstaje realizacja, która ma być jednocześnie dziełem sztuki i integralną częścią wnętrza?
To jest proces. Zaczyna się od rozmowy z architektem, od briefu, od poznania potrzeb inwestora. Potem przychodzi czas na szkice, przemyślenia, analizowanie przestrzeni. Artysta musi się z takim projektem trochę „przespać”, pomyśleć, co chce tam pokazać i jak wyrazić siebie poprzez to dzieło. Ja zwykle przygotowuję dwa albo trzy warianty, które potem wspólnie omawiamy i rozwijamy. To rzadko bywa droga od razu do jednej, gotowej odpowiedzi. Najczęściej jest tak, że pojawia się pomysł, potem dyskusja, korekta, kolejna wersja i dopiero po czasie dochodzimy do momentu, w którym wszyscy czujemy, że to jest właśnie to.
Czy taki proces jest bardziej zespołowy niż czysto artystyczny?
Przy realizacjach zamawianych zdecydowanie tak. Jeśli tworzę wyłącznie dla siebie, wszystko zależy ode mnie. Ale jeśli projekt powstaje do konkretnej przestrzeni, muszą się w nim spotkać różne perspektywy: artysty, architekta, inwestora. To sprawia, że proces jest bardziej czasochłonny, ale też daje szansę stworzenia czegoś, co nie będzie przypadkowym dodatkiem, tylko organiczną częścią miejsca.
Jakim językiem szkło mówi o emocjach i obecności człowieka?
Językiem lekkości, transparentności, połysku, zaskoczenia i nieprzewidywalności. To materiał, który bardzo silnie działa na emocje. Myślę, że budzi poruszenie właśnie dlatego, że tworzy w sobie pewnego rodzaju mikrokosmos. W szkle fusingowym, dzięki stapianiu, pęcherzykom powietrza i rozchodzącym się barwnikom, można uzyskać efekty, które wciągają wzrok. To trochę jak patrzenie w akwarium albo w bursztyn, w którym coś zostało zatrzymane. Człowiek patrzy i ciągle odkrywa coś nowego. Kamień też może mieć głębię, ale nie ma tej transparentności. Nie pozwala zajrzeć do środka. A szkło właśnie to robi – przepuszcza światło, odbija je, pozwala patrzeć przez materię i doświadczać jej inaczej.
Co najbardziej fascynuje Panią w szkle jako materiale?
To, że ono ciągle potrafi zaskakiwać. Kiedy oglądam dobre wystawy szkła, za każdym razem odkrywam coś nowego. Byłam kiedyś pod ogromnym wrażeniem prac, w których artysta stapiał szkło, a potem w kontrolowany sposób rozbijał je młotkiem, tworząc twarze czy czaszki. Tam działo się tak wiele, że przy każdym spojrzeniu można było dostrzec coś innego. I chyba właśnie to fascynuje mnie najbardziej – że szkło daje nieskończenie dużo możliwości, a jednocześnie nigdy nie przestaje być materiałem żywym, trochę nieprzewidywalnym. Dlatego tak lubię z nim pracować i eksperymentować.
Jaką wartość taka instalacja wnosi do doświadczenia gościa i marki miejsca?
Bardzo dużą, nawet jeśli nie zawsze łatwo ją nazwać. Nie trzeba być znawcą sztuki, żeby dobrze się czuć w estetycznym wnętrzu. Wystarczy lubić miejsca z atmosferą, charakterem, miejsca, w których można na czymś zawiesić wzrok i po prostu poczuć się dobrze. Dziś dochodzi do tego jeszcze aspekt cyfrowy. Gość może się z taką instalacją sfotografować, może ją zapamiętać, może pokazać ją dalej. I to jest dla mnie bardzo ważne, bo jeśli ktoś chce się przy dziele zatrzymać, zrobić zdjęcie, wrócić do niego, to znaczy, że ta realizacja naprawdę działa.
Sama też tak mam. Kiedy trafiam do hotelu, w którym jest ciekawa instalacja albo wyjątkowy detal, od razu to pamiętam. Łatwiej potem identyfikuję takie miejsce. A jeśli hotel jest nijaki, bardzo szybko się o nim zapomina.
Czyli sztuka realnie buduje rozpoznawalność miejsca?
Tak, zdecydowanie. I myślę, że właśnie to jest w tym wszystkim najcenniejsze. Sztuka nie kończy się na tym, że coś wygląda ładnie. Ona zostaje z człowiekiem. Sprawia, że miejsce się pamięta, że chce się do niego wracać i że chce się o nim opowiadać. A jeśli tak się dzieje, to znaczy, że naprawdę stała się częścią tego miejsca.